Obrazek z nagłówka

Moja przygoda ze sklepem Morele.net i dlaczego nikomu nie będę ich polecał

Post zaktualizowany:
bad_review Z reguły zawsze staram się podchodzić z dużą dozą cierpliwości do sklepów internetowych. Może ze względu na to, że od długiego czasu pracuję w jednym z nich, a może dlatego, że stosuję zasadę "im spokojniej podejdziesz do tematu, tym lepiej zostaniesz obsłużony. Nie od dzisiaj wiadomo, że postawą agresywno-roszczeniową niewiele idzie ugrać. Oprócz tego bardzo nie lubię pisać negatywnych opinii, no ale jak mus... to mus.

Akt 1 - Zasilacz jest, a go nie ma?


Jakiś czas temu (końcówka sierpnia tego roku) przyszedł czas na nowy zasilacz do mojego złomka. Kroki skierowałem do Google - recenzje, opinie, komentarze. Zahaczyłem o jedno z zagranicznych for internetowych - zadałem pytanie, dostałem odpowiedź. No to co? Wpadam na ceneo i szukam. Jest! Niska cena, znany sklep. Wchodzę na Morele, widzę PSU (zasilacz) Corsair VS 450W. Zamawiam z odbiorem w net-punkcie, kliknięte, jest dobrze.. ale zaraz, na forum nowa odpowiedź, a nawet kilka. Jest piątek, okolice południa. Za radą kolejnych, w moim mniemaniu bardziej wiarygodnych użytkowników, wybieram inną markę, mianowicie XFX Core PRO 450W. Myślę "zasilacz i tak wyślą później (dzisiaj), jeszcze na pewno tego nie zrobili, zadzwonię, szybko zamienię i nie będą musieli trzymać sprzętu, którego nikt nie odbierze". Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Szybki telefon. Odbiór jest. Pani w słuchawce - "Ależ oczywiście, nie ma problemu. Corsair anulowany, XFX dodany. Proszę czekać na maila o możliwości odbioru." No to jestem happy.

Po ok. 2 godzinach dostaję maila - Twój towar jest do odbioru. No express polarny się chowa. Zaufałem na 100%, w końcu net-punkt to też sklep, więc może mieli na miejscu. Jeden mankament - czeka mnie kawałek drogi do przejechania przez centrum miasta. Jednak, jak wiadomo, dla nowego zasilacza jestem gotowy na każde poświęcenie 😅

Wsiadam w auto, przebijam się dzielnie przez piątkowe korki. Dotarłem. Gdzie tu zaparkować.. tu brak miejsca.. tam zakaz. No dobrze, po dłuższym czasie i kilku niefamilijnych wyrazach udało się znaleźć skrawek miejsca. Wysiadam, wchodzę do sklepu. Są klienci. Chcę płacić kartą, muszę zaczekać. Czekam. Jakiś poważny zakup się odbywa. I w sumie dobrze, telewizor to poważna sprawa (nie wyśmiewam się, każdy ma prawo dokładnie wszystko sprawdzić). Doczekałem się. Przedstawiam temat, debetówka gotowa, ręka aż drży. Tylko moment. Co się dzieje? Mija minuta, dwie, trzy. Pan sprawdza, weryfikuje, szuka. Nie ma. W skrócie - ktoś gdzieś w Morele się pomylił i zaznaczył, że towar jest gotowy, mail do mnie poszedł, ale korekta (że to fałszywy alarm) już nie. Czas i nerwy na dojazd stracone, a i jaki ogromny zawód, że weekend dalej ze starym zasilaczem.

Akt 2 - Nowy zasilacz - welcome to the UK


W poniedziałek, po zaskakująco długim, mimo iż standardowo dwu-dniowym weekendzie, docieram do punktu odbioru. Tym razem sprytniej - na rowerze. Zdrowo i z parkingiem nie ma problemu. Wchodzę. Wita mnie uśmiech i informacja, że tak, że dotarł, że mój. Zerkam do pudełka, tak tylko, żeby sprawdzić czy nie cegła. Nie cegła! Super. Płacę, wychodzę, jadę, wchodzę, rozbieram kurtkę, buty. Na spokojnie. Otwieram pudełko, zaskoczenie - nie wiem od kiedy się przeprowadziłem do Anglii, ale chciałbym, żeby każda przeprowadzka była, aż tak bezbolesna i niezauważalna. Konkretniej - kabel zasilający ma wtyczkę do angielskiego gniazdka. Minus, ale damy radę. Mam jeszcze kable w szafie. Problem numero uno - naprawiony. Idźmy dalej. Moja ówczesna karta graficzna wymagała dwóch wtyków zasilających 6-pin. Wiem, że zasilacz istnieje w dwóch wersjach - biednej i bogatej. Ta bogata ma całe wymagane okablowanie. Dlatego przed zakupem upewniłem się na stronie sklepu, że taką wersję oferują. Niestety strona swoją drogą, rzeczywistość swoją. Wtyk jest jeden. No, ale przecież nie będę kręcił o to afery - mam przejściówkę? Mam! To skorzystam. Montuję nowe cudo. Podłączam kabelki.. płyta główna, jeden, drugi - okej, karta graficzna - jeden i przejściówka - okej, dysk twardy... chwytam wtyczkę zasilającą SATA i coś mi nie gra. W opisie nie było informacji, że sprzęt przyjdzie z super nowoczesną wtyczką z wyginającym się, pękniętym plastikiem, który umożliwia podłączanie do grubszych styków.

Cóż - przelała się czara goryczy. Czas reklamować. Korespondencja ze sklepem. Dochodzimy do porozumienia. Zasilacz kosztował mnie 180 zł, po poradzeniu sobie ze wszystkimi problemami, które zafundował mi sprzedawca, umawiamy się, że skoro działa, to go zachowam i dostanę zwrot w wysokości 100 zł - tutaj myślę, że sklep najpewniej dostał partię zasilaczy od dostawcy jako "gratis" za 1 zł, bo aż dziwnie się nie próbowali wykłócać, że to zbyt duży rabat (ok. 55%). Znając zaplecze działania sklepu internetowego, mogę stwierdzić, że gdyby kupili zasilacz po standardowej cenie, to bardziej by im się opłacało umówić kuriera za ok. 9 zł netto (łącznie ok. 18 zł w dwie strony), odebrać towar, wymienić, a od dostawcy otrzymać zwrot lub nową sztukę. 

Aczkolwiek dobrze, niepełnowartościowy, ale działający i dość dobry (z tej półki cenowej) zasilacz mam za niecałe 100 zł - success.

Akt 3 - Związki prominentów nigdy nie trwają długo


Zasilacz marzenie. Przetestowany w bojach. Zbliżamy się do końcówki listopada. Nagle, podczas pracy, z komputera zaczyna się wydobywać bardzo nieprzyjemny, głośny dźwięk. Tykania. Jakby wiatrak obcierał o kabelek. Cóż, myślę, pewnie wiatrak obciera o kabelek 😏 No to otwieram złomka i sprawdzam - tu nie, tam nie, wiatraki wręcz na siłę zatrzymanie (a mam ich aż trzy). Tylko w zasilaczu się kręci. Wykręcam go (zasilacz). Sprawdzam. Odwracam, lekko potrząsam. Odpalam komputer. Cisza. Myślę, ot taki tam głupi kabelek. Godzinka gry, dobrze jest, aż tu nagle ttrrrrrr...ttttt..trrrrr. Znowu on. Co się okazuje, Google mi mówi, że ten typ tak ma i że to na reklamację musi lecieć. Smutek straszny, bo innego PSU nie mam i zostanę bez działającego komputera. Kolejna korespondencja z Morele, tłumaczenie, że proszę o szybkie działanie nic nie daje. Procedura - okej, wiem, znam, działamy. Zasilacz odesłany. Sklep wysyła do serwisu. Czekam. Mija ponad tydzień. Dzwonię, pytam. Odpowiedzi nie uzyskuję, bo dział reklamacji nie ma telefonu, a Pani sprawdzić nic nie może.. dziwne, ale okej. Piszę. Czekam. Odpowiedź następnego dnia "proszę oczekiwać na informację". I tak kilka razy przez prawie cały miesiąc - jakbym gadał z robotem. Wkurzam się, kupuję nowy zasilacz w innym sklepie (też niezła historia, ale to na inny wpis). Teraz już mi nie zależy. Odpuszczam cotygodniowe zapytania. W końcu dostaję wiadomość - prosimy o numer konta do zwrotu, w załączniku korekta. Bez słowa informacji co się działo, tylko kolejna sucha informacja. Odpowiadam. Kolejna wiadomość - przekazane do działu rozliczeń. Do teraz czekam. Zobaczymy ile czasu jeszcze to zajmie.

Akt 4 - Podsumowanie


Moi drodzy. Niestety z czystym sumieniem sklepu Morele.net polecić nie mogę. Wiadomo, że wada fabryczna produktu nie jest ich winą, ale opis na stronie i zawartość opakowania (które nie było zaplombowane) w tym wypadku jest na ich odpowiedzialność. Mimo mojego (i nie tylko sądząc po komentarzach do produktu) zgłoszenia, specyfikacja na www nie została zmieniona - ktoś nadal może kupić ten PSU myśląc, że dostanie 2x6-pin (właściwie 6-pin i 6+2pin).

Opinie do produktu mówią same za siebie. Oprócz podobnych do mojego problemów, jeden z użytkowników zgłaszał zasilacz na wymianę ekspresową, która wg jego komentarza trwała dwa tygodnie. I gdzie tu ekspres?

Moim zdaniem w sklepie Morele.net obsługa posprzedażowa jest do poprawki. Ja osobiście nic więcej tam już nie kupię, chyba że konkretna sytuacja mnie do tego zmusi. Wtedy tylko mogę się modlić, żeby nie było żadnych problemów..

PS dla zainteresowanych, poniżej mój filmik jak brzmi uszkodzony XFX Core PRO 450 - "piszczące" cewki: